Śmierć zawsze przychodzi w piękny dzień. Ładny dzień, który staje się pięknym, jeśli uświadomimy sobie, że dla kogoś był ostatnim, jaki widział na tym świecie. Spokojny, z delikatnymi promieniami słońca przedzierającymi się przez delikatne, zielone listki. Puszyste obłoczki płynące lekko po niebie. Przyjemny powiew ciepłego powietrza.
To zawsze ma być taki zwykły, beztroski, sielski dzień. Dzień, jakich przeżyliśmy już tysiące. Lecz zawsze jedno zdanie, jedna wiadomość go przemienia. Nabiera powagi, szoku, zagubienia i uroku. Uroku w ten swój dziwny, smutny sposób.
Śmierć zawsze przychodzi w piękny dzień. Dzień nabierający uroku, gdyż już zawsze będziemy wspominać go wraz z tą osobą, za którą tęsknimy.
Tak, dzień, w którym odejdzie ktoś bliski już zawsze będzie kojarzył nam się z tą osobą i z tym wydarzeniem..
OdpowiedzUsuńDlatego właśnie nie lubię takich sielskich dni... są kruche, a wraz z nimi wszystko staje się podobne. Wątłe, niepewne.
OdpowiedzUsuńtakie dni mogą być też tragiczne, z tego samego powodu
OdpowiedzUsuńwspominając osobę tęsknisz i cierpisz, więc nadajesz dniowi atmosfery tajemniczości, dodajesz ciemne chmury, deszcz. zawsze mnie denerwuje, kiedy ten dzień jest piękny. podświadomie ubrzydzam go w swoich wspomnieniach
Czasami takie "piękny dzień" może zamienić się w istne piekło
OdpowiedzUsuń